Dyrektorem wydziału prawnego mógł zostać laik Rozmowa z Tadeuszem Filochą, radcą prawnym, pełnomocnikiem Komitetu Organizacyjnego Radców Prawnych ds. Organizacji Izby Rzeszowskiej

0

Często spotykam się ze stwierdzeniem, że przed znamienną ustawą z 1982 roku zawód radcy prawnego de facto już istniał. Czy można się z tym zgodzić?

Nie, to nie był jeszcze zawód. Uchwała nr 533 Rady Ministrów z 1961 roku mówiła o osobach wykonujących zawód radcy prawnego, w odróżnieniu od Ustawy z 1982 roku, mówiącej już o zawodzie radcy prawnego. A to są dwie różne rzeczy. Skutkowały one tym, że kiedyśmy zaczęli tworzyć samorząd to, między innymi, ówczesny dziekan Izby Warszawskiej Andrzej Kalwas stwierdził nagle: są dyrektorzy wydziałów prawnych, departamenty wydziałów prawnych, gdzie szefami są rolnicy.

 

Jak to możliwe?

W okresie poprzedzającym powstanie zawodu radcy prawnego, nawet w jednym z ministerstw szefem departamentu prawnego był inżynier-rolnik. I nie był to przypadek odosobniony. Często szefami departamentów prawnych byli ludzie nie posiadający żadnego prawniczego wykształcenia. To było możliwe właśnie ze względu na takie, a nie inne sformułowanie Uchwały nr 533. Gdy organizowaliśmy samorząd stwierdziliśmy ze zdumieniem, że w Głównym Urzędzie Statystycznym przed obowiązywaniem ustawy nie było w wykazie zawodów zawodu radcy prawnego, bo tak jak wspomniałem: była to osoba wykonująca zawód, a nie radca prawy. To tak jak z zawodem sędziego. Albo ktoś nim jest albo nie. Żeby zostać sędzią trzeba wcześniej spełnić pewne kryteria. Nie ma osoby wykonującej zawód sędziego.

 

Co wydawało się na początku najtrudniejsze podczas kształtowania nowego prawniczego zawodu?

Na początku nie chcieliśmy prowadzić aplikacji, bo wiedzieliśmy, że dla organizowanego samorządu byłoby to dodatkowe obciążenie, szczególnie finansowo trudne do udźwignięcia. Od początku jednak wiedzieliśmy, że chcemy i musimy prowadzić aplikację, w zasadzie jak najszybciej, gdy tylko zorganizujemy się w samorząd radcowski. Dostrzegaliśmy też potrzebę organizacji zawodu jako równoprawnego w stosunku do profesji adwokata. Ten postulat w kolejnych latach był stopniowo realizowany, w ramach nowelizacji ustawy o radcach prawnych, aż do dziś kiedy to mamy takie same prawa, jak adwokaci.

 

Czy środowisko rzeszowskich prawników było przygotowane do tak głębokich zmian?

Na samym początku sytuacja była dość ciężka. Ludzie ze Stowarzyszenia Radców Prawnych w Polsce, którego oddziału w Rzeszowie byłem prezesem, zaangażowani w tworzenie samorządu, dążyli do osiągnięcia celu. Było nim doprowadzenie do uchwalenia ustawy o radcach prawnych. Był to główny cel powołanego oddolnie przez osoby wykonujące zawód radcy prawnego Stowarzyszenia Radców Prawnych w Polsce. Natomiast moje koleżanki i koledzy różnie widzieli potrzebę organizacji samorządu radcowskiego. Jedni byli za, inni pytali: „A po co nam to, skoro jesteśmy na etatach?” Obecnie takiej atmosfery już nie ma.

 

Czy samorząd rzeszowski otrzymał jakieś miejsce do organizowania się?

Siedziby nie było żadnej. Kiedy organizowałem samorząd radcowski to nasza siedziba była tam, gdzie świadczyłem obsługę prawną, czyli w Rzeszowskim Przedsiębiorstwie Instalacji Sanitarnych. Następnie otrzymaliśmy niewielki lokal przy sądzie. Kolejne władze poprawiały nasze możliwości lokalowe. Nasza obecna siedziba to sprawa ostatniego roku. Samorząd mieści się obecnie przy ulicy Klementyny Hoffmanowej 8, która to siedziba może być wizytówką dla całego samorządu radcowskiego w Polsce i której adwokaci, nawet nie ukrywają, że nam zazdroszczą.

 

Jak wyglądało na początku finansowanie samorządu radców?

Zaczynaliśmy bez środków, na początku z prywatnych, własnych pieniędzy. Nasze działania były oparte na zasadzie koleżeńskich przysług i dobrego partnerstwa z przedsiębiorstwem, gdzie prowadziłem obsługę prawną. Kierownictwo mojego przedsiębiorstwa zdawało sobie sprawę z tego, że prowadzone przez nas działania są dobre i będą ważne dla środowiska na lata. Częściowo finansowało zatem naszą działalność. Składki członkowskie pojawiły się jednak niedługo potem, bo już podczas pierwszej kadencji funkcjonowania samorządu.

 

Z perspektywy minionych lat jakie postawy władz samorządu uważa Pan za najważniejsze?

Apolityczność zapewniającą spójność społeczności radcowskiej. Przynależność do korporacji była, jest i powinna być obowiązkowa, co pozwala w podstawowym stopniu zapanować nad jakością obsługi prawnej (szkolenia, sądownictwo dyscyplinarne). Ale obowiązkowa przynależność to jednocześnie uznanie różnorodności politycznej czy światopoglądowej. Dlatego też władze korporacji powinny się wypowiadać publicznie wyłącznie na tematy ściśle związane z zawodem radcy prawnego. Tak było i tak powinno pozostać. Drugą taką postawą charakteryzującą władze naszej korporacji na przestrzeni tych lat, która w dalszym ciągu winna je charakteryzować, to dbałość o doskonalenie zawodowe. Przyjęliśmy od początku zasadę, że odpowiedzią naszą na uwagi i uszczypliwości „starszych braci w zawodzie” będzie doskonalenie zawodowe. Zostało to zauważone przez sądy, które wręcz oświadczały, że wolą radców prawnych, którzy są partnerami w procesie a nie dbają o popisywanie się przed klientami. W konsekwencji ułatwiało to nam poszerzanie uprawnień zawodowych w kolejnych nowelizacjach.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał JM