ŚWIAT, KTÓREGO NIE MA…

0

Rozmowa z Jackiem Rudnickim, radcą prawnym, miłośnikiem historii, kolekcjonerem starych zdjęć i pocztówek, znawcą rockowej sceny Rzeszowa i nie tylko.

Jacek Rudnicki
Absolwent Wydziału Prawa UMCS (filia w Rzeszowie), od 2000 r. radca prawny. koordynator Biura Prawnego w Urzędzie marszałkowskim Województwa Podkarpackiego w Rzeszowie, prowadzi również indywidualną kancelarię. Członek Rady OIRP w Rzeszowie od dwóch kadencji, kierownik Szkolenia Aplikantów Radcowskich.

Kolekcjonuje pan zdjęcia związane z Rzeszowem z okresu II wojny światowej. To fascynujące: świat, którego już w dużej części nie ma. Jak to się zaczęło?

Zawsze miałem humanistyczne zainteresowania, szczególnie dotyczące historii. Zacząłem zbierać kartki pocztowe związane z Rzeszowem, potem zdjęcia, głównie z niemieckich albumów z okresu pierwszej, a potem drugiej wojny światowej. Zbiór dotyczący pierwszej wojny udało się wydać w postaci książki. Nadchodzi więc pora na udostępnienie zebranych zdjęć z lat 1939–1944.

Mówi pan o niemieckich albumach…

Tak, w czasie wojny Polacy mieli bardzo ograniczone możliwości fotografowania. Zarówno ze względów formalnych: okupant stawiał różne przeszkody, jak i materialnych – brak było środków i dostępu do materiałów fotograficznych.

Pamięta pan pierwsze zdjęcie, które stało się początkiem kolekcji?

Była to ulica 3 Maja, główna ulica Rzeszowa z dzwonnicą kościoła farnego. Przedstawiała też kamienice, których już nie ma – zostały spalone przez Niemców w czasie odwrotu w 1944 r.

Zniszczona kamienica, w tle widać wieżę Sądu Okręgowego w Rzeszowie

Specjalizuje się pan w zdjęciach dotyczących Rzeszowa z okresu wojennego. Jak pan je zdobywa?

W dużej mierze pomaga internet. Wiadomo, że te zdjęcia, w znakomitej większości, zostały wywiezione w żołnierskich tobołkach. Niemcy mieli specjalne albumy, w które wklejali zrobione przez siebie zdjęcia. W ten sposób archiwizowali swój szlak bojowy. A teraz, dzięki aukcjom internetowym i ofertom handlarzy, stają się dostępne dla zainteresowanych kolekcjonerów. Tych zdjęć na rynku kolekcjonerskim jest nadal bardzo dużo i ciągle pojawiają się nowe. Zapewne jest tak, że kolejne pokolenia nie są już zainteresowane dokonaniami swoich dziadków czy pradziadków. Czasami ze wstydu część dzieci autorów zdjęć próbuje je sprzedawać anonimowo, czasami z innych powodów i tak pozbywają się tych fotograficznych pamiątek. Trzeba też pamiętać, że te zdjęcia bardzo rzadko przedstawiają jakieś drastyczne, wojenne sceny.

Dlaczego?

Wykonywane przez niemieckich żołnierzy zdjęcia były od razu cenzurowane: musiały bowiem być wywoływane w specjalnych, oznaczonych zakładach fotograficznych. Tam dokonywała się selekcja polegająca na wyeliminowaniu zdjęć drastycznych oraz tych, które ukazywały np. obiekty militarne. A negatywy były niszczone. Tak więc każde z istniejących zdjęć jest jedno, jedyne i niepowtarzalne.

Grupa żołnierzy niemieckich na tle zdewastowanej synagogi nowomiejskiej

Co fotografowali niemieccy żołnierze?

A to już zależało od ich upodobań. Niektórzy mieli żyłkę reporterską i fotografowali sceny miejskie, ludzkie twarze, a inni architekturę. Szczególne miejsce w tych fotografiach zajmują rzeszowscy Żydzi. Dla niemieckich żołnierzy byli oni czymś egzotycznym ze względu na swoją odrębność, sposób ubierania się. Stanowili rodzaj folkloru. Niemieccy Żydzi, jeśli jeszcze w tym czasie żyli, byli bardziej zasymilowani z tamtejszym społeczeństwem.

To jakiś paradoks, że ci, którzy przyczynili się do Holocaustu, byli jedynymi, którzy utrwalili ostatnie lata i dni narodu żydowskiego…

Tak. Zdjęcia wiele mówią o losach rzeszowskich Żydów. Można umieścić je w czasie, obserwować, jak zbliżała się ich zagłada. Przy okazji niejako, na zdjęciach jest wiele obiektów, których już nie ma, nie przetrwały czasów wojny, ale także i późniejszego pokoju. Są też budynki, których przed wojną nie można było fotografować, bo miały specjalne, militarne przeznaczenie i powstawały przy okazji tworzenia Centralnego Okręgu Przemysłowego. Można je zobaczyć dopiero na niemieckich zdjęciach. Czasami jest to jedyna fotograficzna dokumentacja tych obiektów. To kolejny paradoks.

Co jeszcze można na tych zdjęciach zobaczyć? Bo czasami dobrze uchwycone epizody mówią więcej niż gęsto zapisane tomy…

Ludzkie losy. Jest takie zdjęcie, na którym młoda, kilkunastoletnia dziewczyna sprzedaje na targu niemieckiemu żołnierzowi okazałą gęś. Ta pani, po wielu, wielu latach okazała się moją sąsiadką. Na dodatek, w latach 70. zapewne pewien fotograf zrobił tej samej osobie zdjęcie, jak na targu, choć zlokalizowanym w innym miejscu, nadal handluje drobiem.

„Gęsiarka” na Rynku w Rzeszowie

A jak się pan dowiedział, że jest to ta sama osoba?

Zdjęcie, na którym „gęsiarka” dobija targu z niemieckim żołnierzem, zamieściłem na naszym historycznym forum internetowym. Chciałem po prostu zidentyfikować to miejsce. Ktoś to ustalił, ale po kilku miesiącach ktoś inny wrócił do tego zdjęcia i zidentyfikował – po ponad 80 latach tę osobę, naszą sąsiadkę. Ona nawet pamiętała fakt sprzedawania tej gęsi!

Będzie album poświęcony czasom okupacji w Rzeszowie?

Przymierzam się do tego. Mam już za sobą książkę poświęconą okresowi I wojny światowej, więc pewnie czas na kolejny okres. Rozmawiam z wydawcą, przygotowuję zdjęcia od 1939 r. do 1944 r. To się zbiera w całość. Począwszy od bombardowań w 1939 r., wyłapywania polskich jeńców, poprzez czas okupacji, zdjęcia Żydów, getta, potem ulic już bez nich. Te kilkaset zdjęć pokazuje historię Rzeszowa w okresie wojny.

Jest pan też kolekcjonerem pocztówek związanych z Rzeszowem.

Mam jedną z większych kolekcji dotyczących Rzeszowa. Są one nieco starsze, bo już na przełomie XIX i XX wieku wydawano piękne pocztówki.

Dowiedziałem się też, że jest pan miłośnikiem i znawcą rzeszowskiej sceny rockowej…

Napisałem książkę o rzeszowskich zespołach rockowych, bo w latach 80. dużo się u nas na tej niwie działo. Zespoły zimnej fali: Milion Bułgarów, 1984, wcześniej RSC. Tu także tworzył Bogdan Loebl, który napisał większość tekstów do utworów Blackoutów i Breakoutów, śpiewał Stanisław Guzek, czyli późniejszy Stan Borys.

I jeszcze jest pan laureatem Kryształowego Serca Radcy Prawnego…

To wyróżnienie otrzymałem za propagowanie nauki prawa w szkołach średnich. Ciągle słabo u nas z prawniczą wiedzą. Może cała nadzieja w młodych, że w przyszłości będą przekonani, „iż warto mieć swojego prawnika”.

Rozmawiał Krzysztof Mering