Bariery prawne sztucznej inteligencji

0

W pewien sposób modnie jest mówić, że prawo nie nadąża za technologią – zwykle sformułowanie to występuje w kontekście internetu, ale tym bardziej sztucznej inteligencji, deep learning i innych trudnych słów. Rozważmy, jakie przeszkody mogą powodować utrudnienia w naszej relacji z przyszłością.

 

Przyszłością, która niepostrzeżenie staje się tu i teraz. To zresztą jedno z głównych wyzwań – lubimy oczekiwać na jej nadchodzenie i omijać to, jak dyskretnie i stopniowo nas otacza. Inna bariera to naturalne dla każdego eksperckiego zawodu twierdzenie w rodzaju „akurat w naszej branży wymagana wiedza jest na tyle specyficzna, że ciężko będzie tu nas zastąpić”. I tak mówią wszystkie branże – akurat w naszej! Te wątpliwości trafnie rozwiewa książka „Przyszłość zawodów. Jak technologia zmieni pracę ekspertów”, której autorami są Richard Susskind i Daniel Susskind. My natomiast skupmy się na barierach wynikających nie tyle z naszych ludzkich cech, ile samej treści prawa…

…a może jego braku?

No właśnie – podstawowym ryzykiem związanym z oswajaniem sztucznej inteligencji i jej prawnym obudowywaniem jest po prostu fakt, że to drugie po prostu nie istnieje. Jesteśmy zmuszeni poruszać się w pustce, co wiąże się z różnymi rozwiązaniami tymczasowymi. W ich przypadku z kolei zagrożenia zawsze są dwa – po pierwsze, każda improwizacja bez procedur to ryzyko popełnienia błędów. Po drugie – nieraz rozwiązanie chwilowe i prowizoryczne staje się podstawą do dalszych i wbrew woli twórcy staje się rozwiązaniem trwałym. Widać to choćby po historii e-maila czy HTTP.

Jak ma wyglądać relacja sztucznej inteligencji na przykład z danymi osobowymi? Czy ćwicząc model, podajemy te dane? Bo efekt prac chyba nie będzie ich zawierał? To tylko przykładowy – i wcale nie najtrudniejszy – łańcuch skojarzeniowych pytań. Można by je mnożyć lub po prostu zahaczyć o zupełnie inny zakres – jak choćby relacja efektów prac sztucznej inteligencji i prawa autorskiego.

Tu jednak zamiast scenariusza „prawnie nic nie ma” bardziej przydatny będzie kolejny.

Trochę jest

Sytuacja sprowadza się właśnie do tego, w czym jako prawnicy niejednokrotnie jesteśmy przez okoliczności zmuszeni się specjalizować – teoretycznie przepisów pasujących do określonej sytuacji nie ma, ale… jej uregulowanie da się w jakiś sposób „wysnuć” z innych. Albo podpiąć pod już istniejące, choć dobrze wiemy, że na etapie powstawania nie uwzględniały określonej sytuacji.

Tak dzieje się choćby w tej chwili z przepisami dotyczącymi kryptoreklamy – z pewnością w momencie powstawania nie uwzględniały nieoznaczonych treści promocyjnych u influencerów na Instagramie, ale obecnie przez opartą na nich inicjatywę UOKiK przeżywają drugą młodość. Albo z poruszonym już wcześniej tematem sztucznej inteligencji i prawa autorskiego.

Pomijając może Chiny, w których część orzecznictwa uznała inaczej – istniejące póki co w większości krajów regulacje zakładają, że prawo autorskie należy się jako twórcy człowiekowi, a nie maszynie. Naturalnie rodzi to problem w przypadku wytworów – nie utworów – powstających coraz częściej przy wsparciu technologii. Lub nawet nie „przy wsparciu”, tylko całkowicie poprzez technologię. To nie tylko problem, ale wręcz niebezpieczna pokusa – fałszywego przypisywania autorstwa wytworów człowiekowi i tworzenia z nich utworów po to, by były objęte ochroną wynikającą z prawa autorskiego.

Z odsieczą może jednak przybyć „stara” i „nieaktualna” ustawa, taka jak nasza z roku 1994. Nagle może okazać się, że przykładowo przepisy o prawach autorskich osobistych i pierwszej publikacji utworu – które przecież nie powstawały w erze narzędzi pokroju sztucznej inteligencji – staną się pożyteczne „od innej strony”. Mogą przecież choćby podpowiadać określenie granicy, od której autor samodzielnie wyznaczać będzie swoją relację ze swoim–nie swoim efektem prac.

Sytuacja, w której pozornie, na pierwszy rzut oka regulacji nie ma wcale, wydaje się być najczęstsza. Omówiony scenariusz kompletnego i całkowitego braku regulacji to jednak z reguły efekt niepodpinania ich choćby miejscami na siłę – a kreatywności naszej branży w tym zakresie nie powinno braknąć. Z czasem jednak – miejmy nadzieję – coraz częstszym scenariuszem będzie trzeci. Ten, w którym prawo regulujące dany zakres po prostu jest.

Prawna obudowa od A do Z

Wciąż jednak na moment tworzenia tego artykułu trudno będzie o konkretne, „twarde” prawo. Warta lektury jest unijna biała księga w sprawie sztucznej inteligencji – pozwala orientować się w zakresie tendencji i kierunków,
w jakie zapewne będziemy się wybierać. Temat praw autorskich do wytworów sztucznej inteligencji naturalnie również się tam pojawia, ale to tylko przykład.

Parlament Europejski trafnie podnosi powiązanie sztucznej inteligencji z wieloma zakresami naszego życia i równolegle pracuje nad kilkoma z nich. Warte zwrócenia uwagi są choćby wojskowość (dla której wagę technologii pokazuje obecna wojna na Ukrainie) czy edukacja i kultura. Związek widać też z Europejskim Zielonym Ładem czy odnośnie do europejskiej strategii w zakresie danych – w każdej z projektowanych regulacji PE trafnie dąży do minimalizacji barier prawnych, jakie mogłyby utrudniać praktyczne użycie w nich nowoczesnych technologii.

A barier nie brakuje. Choć z naszego punktu widzenia może lepiej określać je wyzwaniami.

Podsumowanie

Sztuczna inteligencja zmaga się z wyzwaniami, czyli barierami prawnymi. Podzielić je będzie można na trzy scenariusze – absolutny brak regulacji, regulacje z innych czasów przypasowane do nowych problemów i oczywiście happy end i uregulowanie problematyki w całości. Póki co o tym happy endzie mowy być nie może i jesteśmy na przykład w Unii Europejskiej na etapie odpowiedniego regulowania poszczególnych „wepchnięć” się sztucznej inteligencji w daną branżę.

Jesteśmy zatem co do barier prawnych najczęściej w miejscu „podpinania”, aby uniknąć „absolutnego braku”. I jest to dobry moment na pamiętanie o innych, pierwotnych względem prawnych barierach – niezauważeniu, że sztuczna inteligencja wchodzi w nasze życie tu i teraz. I twierdzeniu, że akurat nasza praca jest na tyle specyficzna, że bez możliwości wspierania w ten sposób.

Albo dobry moment na niepowielanie mitów? Na przykład o braku empatii sztucznej inteligencji? We wspomnianej wcześniej książce pojawia się twierdzenie, że lekarz przerywa wypowiedź swojemu pacjentowi po 18 sekundach, a prawnik dziwi się, że lekarz czekał tak długo. Kształćmy swoje umiejętności w tym, w czym maszyna dogoni nas najpóźniej.